W Leh mieliśmy okazję uczestniczyć w miejscowym święcie. Dowiedzieliśmy się o nim podczas wizyty w klasztorze, po tym, jak trafiliśmy na próbę tradycyjnych tańców mnichów. Byliśmy przekonani, że to właśnie zdominuje tę uroczystość.

Nie muszę chyba zatem pisać jaka była nasza nieopisana radość, kiedy najpierw czekaliśmy chyba z godzinę, aż się wszystko zacznie, potem z kolejne półtorej, aż wszyscy notable przemówią, wszystkie szkolne parady przejdą, przywitają wszystkich szanownych gości, a ludzie stłoczą się niemożebnie tylko po to, żeby zobaczyć taniec, który trwał może 5 minut... :)

Tyle dobrego, że bycie białą kobietą z dużym aparatem działało praktycznie jak akredytacja prasowa i jakbym była bardziej bezczelna to pewnie wlazłabym wszędzie, pomimo całej zgrai panów z karabinami.

A na zdjęciu jeden z mnichów, który oglądał to całe przestawienie. Te kolorowe plamki za nim to morze głów ;-)

Komentarze