Indyjskie pociągi to temat na powieść rzekę, którą w sumie mogłabym napisać nawet po samym pokonaniu nimi odcinka Delhi-Agra-Varanasi.

Epopeja zaczyna się już od samego kupienia biletu (osobna kasa dla obcokrajowców, której trzeba się naszukać, po drodze nie dając sobie wcisnąć "pakietów turystycznych" -- z pełną świadomością tego procederu zajęło nam to ponad 3 godziny). Potem jest jeszcze ciekawiej. Na zdjęciu dopiero co podstawiony na stację pociąg "sleeper" -- najniższa klasa jaką może jechać turysta. Ale nie najniższa w ogóle. Chociaż podobno jeżdżenie na dachach jest już w miarę skutecznie eliminowane poprzez zawieszanie "bramek" nad trasą przejazdu pociągów, to jednak ludzi wystających z drzwi pociągu w pełnym biegu jeszcze widziałam.

Komentarze