Angkor Wat. Teoretycznie fotograficzny samograj, a w praktyce miejsce, w którym nie tak łatwo zrobić dobre zdjęcie. Samo bycie tam jest męczące, poczynając od nocnej pobudki, by zająć dogodną pozycję na wschód słońca (o ile właśnie nie pada, nie ma chmur i w ogóle coś widać). A potem trzeba naprawdę niezłej kondycji, żeby w sporym upale przejść (oczywiście z pomocą tuk-tuka, pieszo to byłoby niewykonalne, bo odległości między świątyniami sięgają kilkunastu kilometrów) cały teren, nie mieć dość po piątej świątyni, odnaleźć ten moment, gdy nie ma turystów w kadrze, akurat mieć dobre światło itp itd...

Mój wschód w Angor Wat nie był spektakularny jak widać na załączonym obrazku. Ale ja generalnie nie mam szczęścia do wschodów słońca ;-)

W każdym razie warto! I jeszcze kiedyś tam wrócę... :)

Komentarze