Poranek w Varanasi. Jeden z tych pięknych momentów, kiedy jest po prostu dobrze, życie płynie spokojnie, panuje cisza -- względna oczywiście, bo wrzask małp i ptactwa oraz dźwięk klaksonów stanowił pewnego rodzaju "indyjską ciszę" :)

Ale tam, wysoko na dachu hostelu, byłam ponad tym całym zgiełkiem budzącego się miasta, rzeka już wyciszyła się po najeździe turystów na wschód słońca, a jeszcze nie zmierzyła się z codziennym gwarem. I tylko stado gołębi zataczało uparcie kręgi dopóki nie dostało swojej porcji ziarna na śniadanie...

To była jedna z tych chwil, dla których warto żyć :)

Komentarze