Widok z tarasu w klasztorze Thiksey.

Bo czasem po prostu trzeba "cyknąć kwiatki" :)

Bo gór nigdy nie za wiele... :)

Samotne drzewo to jest temat obok którego nie jestem w stanie przejść obojętnie.

Pomimo że praktycznie wszystkie te zdjęcia wyglądają podobnie, to jednak coś w sobie mają... ;-)

Korytarz w Twierdzy w Kłodzku.

Czasem nie mogę się oprzeć przed zrobieniem tak "oczywistych" i "nic nie wnoszących" kadrów... :)

To jest jeden z tych momentów, dla których kupiłam kiedyś obiektyw makro zamiast standardowej portretówki. I nigdy nie żałowałam tego wyboru ;-)

Szczególnie, że portrety wychodzą też rewelacyjnie...

W poszukiwaniu wiosny... :)

Kolejne ujęcie z marcowego pleneru. I niech mi teraz ktoś uwierzy, że w tym miejscu przewijało się z 30 fotografów mniej więcej w tym samym czasie jak robiłam to zdjęcie... ;-)

Polacy nie gęsi, też swoje góry mają... :)

Ostatnio miałam przyjemność uczestniczyć w Ogólnopolskim Międzysystemowym Plenerze Fotograficznym w Kotlinie Kłodzkiej. Pomimo, że lekko włączyłam się w jego organizację, to tak naprawdę praktycznie nic nie było na mojej głowie i mogłam jak zwykły uczestnik cieszyć się okolicznościami przyrody i nie tylko ;-) Taki brak odpowiedzialności to piękne uczucie -- dzięki, Fata :)

Panorama Nubra Valley.

Jeżeli chodzi o takie zdjęcia to jestem niereformowalna i uparcie robię je łamiąc większość zasad robienia zdjęć panoramicznych -- na szerokim kącie, z filtrem polaryzacyjnym, który działa nierówno w różnych miejscach, bez statywu, poziomicy i w ogóle ;-)

Ale cóż poradzę, że wynik końcowy mnie zadowala? :>

W drodze do Nubra Valley.

Ciekawostką jest, że w całym rejonie Laddakhu są w miarę porządne asfaltowe drogi (tak, to na zdjęciu to jest porządna droga asfaltowa w kategorii drogi azjatyckiej :)). Z uwagi na bliskie sąsiedztwo Kaszmiru i granicę z Pakistanem stacjonuje w tym rejonie bardzo dużo wojska i to oni dbają o przejezdność dróg. Bywają tak pięknie proste, równe odcinki, że aż by się chciało wsiąść za kierownicę. Zresztą na górskich serpentynach też ;-)

Widoki w drodze na Pangong Lake.

Te takie malutkie patyczki w dolinie to całkiem pokaźne słupy linii energetycznej. Ogrom tych gór jest niewyobrażalny... a to są jeszcze te "niskie" :)

Wspominałam coś o tych "logistycznych" wschodów słońca?... No to zapraszam na kolejny, tym razem w drodze na przełęcz Khardung-La (5359m n.p.m.) i dalej do Nubra Valley (jednego z najpiękniejszych miejsc na ziemi).

Jeden z tych wschodów słońca, których nie było w planie fotograficznym, a były "zaliczone" ze względów logistycznych.

Chyba już to wspominałam, ale nigdy w życiu nie wstawałam tyle razy między 4 a 5 rano, co na tym urlopie...

Codziennie rano mnisi zbierają się na modlitwy. W klasztorze Thiksey wzywani są za pomocą dźwięku trąb.

Żeby to usłyszeć, trzeba było wstać koło 5 rano, jeszcze przed wschodem słońca, gdy na dworze temperatura była bliska zeru, przejechać dobry kawałek samochodem i wdrapać się na górę na której stał klasztor. Ale było warto, wrażenie niesamowite...