Wracając do Indii... taki obrazek z drogi do Dah Hanu.

Wspomniana promenada w Maladze to raj dla poszukiwaczy geometrycznych kadrów. W zależności od perspektywy, użytej ogniskowej i kąta patrzenia można uzyskać wiele ciekawych efektów.

I kolejne zdjęcie, do którego mam wielki sentyment.

Na zrobienie tego zdjęcia miałam dosłownie parę sekund, bo po promenadzie ciągle spacerowali ludzie... i się udało :)

Jedno z moich ulubionych analogowych zdjęć.

Zrobione w sumie przypadkiem, w biegu, już na zakończenie wycieczki. Jak zawsze najfajniejsze kadry wychodzą przypadkiem ;-)

Do Malagi pojechałam na parę dni odwiedzić koleżankę. Muszę przyznać, że miasto urocze.

Zdjęć z tego wyjazdu może nie mam wybitnych, szczególnie, że trochę eksperymentowałam z analogiem, ale parę kadrów się znajdzie...

I jeszcze taki "standardowy" widok na górę Gibraltaru od strony lądu, jeszcze z terenu Hiszpanii.

Trzeba przyznać, że Ektar jest bardzo dobrym filmem na takie krajobrazy.

Kolejne "wygrzebane" z szuflady -- panorama Gibraltaru z punktu widokowego w stronę kontynentu.

Trzeba przyznać, że ten specyficzny kawałek ziemi robi spore wrażenie :)

Zdjęcie łączone z 10 kadrów pionowych, oczywiście z ręki -- nie byłabym sobą jakbym użyła statywu ;-)

I jeden z najbardziej polskich zachodów słońca -- wprost nad Giewontem.

Czas na trochę rodzimych szlaków...

Tym razem Dolina Gąsienicowa. Jak już kiedyś wspominałam tanie szare połówki dają śliczny różowy zafarb, po którym zdjęcie można odratować tylko konwersją do czarno-białego ;-)

A czasami, przed zachodem słońca, można natknąć się na takie widoki... :)

Na zorganizowanych trekkingach większość rzeczy noszą szerpowie. Najczęściej wieszają relatywnie duże pakunki (nawet do 30kg) na taśmach zaczepianych o czoło.

Nawet małe dzieci potrafią swoje "standardowe" plecaki nosić w ten sposób obwiązane chustą.

Niezbadane są wyroki postępu technologicznego.

Okazuje się, że gdzieś tam, wysoko w nepalskich wioskach, można być atrakcją turystyczną, którą się fotografuje komórką. A dla małego dziecka jest to tak samo naturalne jak latające po podwórku kury.

Zresztą... spotkaliśmy wielu szerpów, którzy ganiali po tych górach w japonkach targając na głowie ogromne toboły i słuchali mp3jek z telefonu... Można? Można... :)

Mniej więcej takimi widokami zaczyna się Annapurna Circuit.

Jako, że zdjęcie jest z roku 2010, to można się spodziewać, że przydrożne słupy już dawno otrzymały okablowanie i jeszcze skuteczniej niweczą fotogeniczność krajobrazu...

Jak się w Swayambunath w Kathmandu spojrzy w niebo, to z wielkim prawdopodobieństwem zobaczy się po drodze albo flagi modlitewne (których ilość na okolicznych drzewach można by szacować w tonach) albo orły (zresztą niesamowity widok). Przy odrobinie szczęścia można uchwycić to wszystko razem :)

Pod pozorem "zmiany tematu" wracam do materiału z Nepalu z 2010 roku.

Powyższe zdjęcie jest jednym z najbardziej "klasycznych" ujęć jakie można zrobić w tym kraju. Młynki modlitewne spotykane są praktycznie na każdym roku. Powyższe sfotografowałam w Świątyni Małp (Swayambunath).