Dziś przedstawiam widok na centrum handlowe imienia Vasco da Gama, budynek/wieżę imienia Vasco da Gama oraz most imienia Vasco da Gama. Obawiam się, że mogłam przeoczyć informacje o tym, że jeszcze coś jest imienia tego żeglarza w okolicy, ale mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone ;-)

Wieczorny widok z Largo das Portas do Sol na Alfamę -- jedna z przyjemniejszych rzeczy jaka może nas spotkać w Lizbonie :)

Trzeba przyznać, że ten rejon miasta ma najwięcej "klimatu". Kręte, wąskie uliczki, małe knajpki, stare tramwaje, schody, ukryte placyki, kolorowe domy, pranie powiewające na wietrze... Nic dziwnego, że stąd wywodzi się co drugi światowej klasy fadista :) Podobno nawet można ich spotkać w odpowiednich miejscach, czego niestety nie doświadczyliśmy...

Tak na szybko, i to dosłownie, zdjęcie symbolu Lizbony - tramwaju linii 28.

W ostatnim czasie fotografia musiała ustąpić pola innym zajęciom, ale mam nadzieję, że powoli wrócę do regularnego dodawania zdjęć na stronę.

Straż pożarna polewająca ludzi wodą to też jedna z woodstockowych tradycji :)

Można mówić wiele na temat Przystanku. Ale jedno jest pewne -- zawsze znajdzie się pomocna dłoń w razie potrzeby.

To jest naprawdę niesamowite, że taki tłum "dzieciaków spuszczonych ze smyczy" jest w stanie funkcjonować w przyjaźni i spokoju. Pomimo całego "rozpasania" i wszechobecnego brudu jest coś pięknego w tym całym wydarzeniu, czego nie ma nigdzie indziej.

Kąpiele błotne na Woodstocku to już tradycja :)

Przystanek Woodstock jest chyba jedynym miejscem na świecie, gdzie nie boję się wejść z aparatem w tańczący tłum pod sceną. Oczywiście nie na największych koncertach gdzie nie ma totalnie na to miejsca, ale na tych mniej obleganych naprawdę jest fajna atmosfera :)

Dopiero co się rozpoczynał 20-ty Przystanek Woodstock, a już się okazuje, że skończył się 2 tygodnie temu :)

Po każdym powrocie mam mieszane uczucia, gdy mnie pytają, czy za rok pojadę. Ale jak już tam jestem, jak lecą Iskry tworząc biało-czerwoną flagę, jak widać tę całą radość u ludzi, to jakoś to wszystko nabiera sensu :)

Zdjęcia z wycieczki do Kambodży są jednym z materiałów, który strasznie długo mi zalega. Ale może powoli, przy różnych okazjach, będę pokazywać kolejne zdjęcia.

Tym razem ujęcie głównej świątyni Angkor Wat.

Chyba mam małe zaległości w publikowaniu, ale czasem za dużo się dzieje żeby tak na każdym polu być na bieżąco ;-)

Ale piątek, chwila wytchnienia i jeden kadr z maminego ogródka :)

Indie... cóż tu więcej powiedzieć...

Wystarczy się przejść uliczkami i różna rzeczy się spotyka ;-)

Kobieta z wioski Dah Hanu, na chwilę oderwana od pracy na polu. Coraz mniej można spotkać osób noszących na co dzień tradycyjne stroje i ozdoby.

To ujęcie zostało zrobione 2 sekundy po poprzednim (akurat tyle, żeby zmienić ogniskową). Za kolejne 2 już człowiek zniknął z grani...

Przez lata publikowałam to zdjęcie, tak jak poprzednie, w czarno-białej wersji. Lecz teraz, podchodząc do każdego zdjęcia na nowo, widzę to jednak w kolorze :)

Są takie momenty, w których jest dosłownie parę sekund na złapanie odpowiedniego ujęcia. Tak też było i w tym przypadku. Gdybym się obróciła w tym kierunku parę sekund później, gdybym miała inny obiektyw, gdybym nie zdążyła podnieść aparatu do oka, gdyby za tą osobą szły 3 inne, gdyby chmury były inaczej, gdyby...

I właśnie dlatego, że nie muszę sobie zadawać tych pytań, tak lubię to zdjęcie :)

Widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich.

Trzeba przyznać, że tego dnia miałam dużo szczęścia z pogodą. Na horyzoncie zawsze ciężkie chmury, a jak dochodziliśmy na miejsce, to jednak robiło się ładnie :)