Są osoby, które totalnie nie zwracają uwagi jak się im robi zdjęcia, a są też takie, które wybitnie dbają o swój wizerunek.

Ta pani była z tych, co dbają. Takie ułożenie chusty i ten wzrok wybitnie nie były przypadkowe... :)

"One photo please!..."

Nie mam bladego pojęcia co takiego super jest w tym, że zrobią Ci zdjęcie i pokażą na wyświetlaczu. Czasem tylko starsi dawali do zrozumienia, że chcieliby odbitkę. David duChemin pisał w swoich książkach, że w takie podróże wozi małą drukareczkę. Tylko... on wozi też asystentów, którzy mu ten sprzęt targają ;-)

Delhi. Wieczny ruch, głos klaksonów, piesi, riksze, samochody... I chwila, żeby się zaczaić w miarę osłoniętym zakątku ulicy i popolować na fajne ujęcia :)

Standardowy widok w Laddakh - klasztor, góry i droga... :)

Pamiętacie tego małego mnicha na schodach? Otóż zanim zaczął w ogóle wchodzić na schody prowadzące do świątyni, musiał po drodze wejść po wielu innych.

Klasztory najczęściej są położone na wzgórzach (lub wręcz w górach), i naprawdę trzeba się po tych schodach w nich nachodzić.

No i oprócz tego to zdjęcie jest tym, kiedy błogosławię robienie w RAW. Bo oczywiście czasem zapomina się przestawić nastaw między ciemną świątynią a światłem zewnętrznym.... ;-)

And I'm easy, easy as Thursday morning... ;-)

To był jeden z tych wschodów słońca, których nie planowaliśmy fotografować, tylko akurat wyszło, że byliśmy wtedy w drodze. Bo wakacje są od tego, żeby wstawać notorycznie po 4 rano przecież :>

Niestety, tak jak reszta, nie był to spektakularny świt. Ale w sumie nie mogę narzekać na tę chwilę, Laddakh po sezonie o świcie jest pięknie spokojnym miejscem. Szkoda tylko, że tak przenikliwie zimno jest ;-)

Czasami są takie zdjęcia, o których właściwie nie trzeba nic pisać...

Bhaktapur to bardzo spokojne miejsce, jakby zatrzymane w czasie, i czasem to się tak pięknie odbija w twarzach jego mieszkańców.

Nadworny "model" z Varanasi. Widziałam zdjęcia tego człowieka już wcześniej, przed wyjazdem i stwierdziłam, że muszę też takie zrobić :)

To jest jedno z moich ulubionych zdjęć z Nepalu. Z jednej strony strasznie drażni mnie niedoskonałość kadru (a próbowałam kombinować z przekadrowywaniem na wieeele sposobów), a z drugiej strony otula ciepło tego światła ;-)

W każdym razie już zbliżało się do zachodu, gdzieś na drodze do Jomson...

Już wrzucałam tu chmurkę z Rusinowej Polany. Teraz czas na chmurkę nepalską, która objawiła się po przejściu przełęczy Thorong La :)

W Laddakh odwiedziliśmy wiele klasztorów. Jednym z nich było Thiksey. To zdjęcie zrobiłam, gdy przyjechaliśmy tam ponownie z samego rana na puję -- poranną modlitwę.

Mnisi w każdym wieku zbierali się pod salą, owinięci w czerwone szale (a było naprawdę baaardzo zimno), ale praktycznie tylko w klapkach.

Ten mały, ledwo sięgający nogami na wysokie schody, miał na przykład cudne czerwone crocs'y :)

Ta Prohm - tak, to tutaj biegała Lara Croft ;-)

Choć trzeba przyznać, że szersze plany z tej świątyni już nie wychodzą tak spektakularnie, są dwa czy trzy drzewa, które naprawdę ciekawie wgryzły się w mury świątyni (do jednego to się kolejki na zdjęcie ustawiają).

Określenie "Angkor Wat" jest używane do ogólnego określenia całego kompleksu świątyń. Tak naprawdę to jest ona "główną" świątynią, a w promieniu kilkudziesięciu kilometrów dookoła rozsianych jest wiele innych.

Powyższe zdjęcie przedstawia płaskorzeźbę (jedną z wielu podobnych) ze świątyni Bajon, położonej niecałe 2km od Angkor Wat, w kompleksie Angkor Thom.

Uwielbiam chodzić po górach, choć zawsze jest to dla mnie spory wysiłek. Albo brakuje kondycji, albo ciężki plecak...

Dlatego tym bardziej jak patrzę na takie osoby jak ta starsza siostra zakonna, które bez grymasu zmęczenia wchodzą na te same góry co ja, to zastanawiam się dlaczego mi w ogóle przechodzi przez myśl, że mogę być zmęczona? ;-)

Jak to kiedyś ktoś powiedział: ból jest przede wszystkim w Twojej głowie, a nie w nogach...