Chyba mogę powiedzieć, że to taki "typowy" widok na ulicę w Indiach.

Wspomnienie po asfalcie, wszelakie środki lokomocji, trochę brudu, sporo reklam, trochę towaru na ulicy, rynsztok... :)

Szkoda, że zdjęcia nie przekazują dźwięku, bo trzeba by dodać trochę klaksonów w tle.

India, welcome to!

Śmieci, krowę na środku drogi, stragany, błękit nieba... I nawet motocykl gdzieś w tle jest ;-)

Zdjęcie zrobione z dość bliska, szerokokątny obiektyw lekko przerysowuje chudość tego psa, ale trzeba przyznać, że większość lokalnych psiaków tak wyglądała...

Kolejne indyjskie psy :)

Tym zdjęciem otwieram serię "Psy z Indii" -- a będzie ona dość spora [pozdrawiam mamę, która tę serię "uwielbia" ;-)]

Trzeba przyznać, że tam bezdomne psy można spotkać na każdym kroku. Ale praktycznie zawsze spokojne i nieagresywne. I dokarmiane przez ludzi, szczególnie w bardziej buddyjskich rejonach.

Poranek w Varanasi. Jeden z tych pięknych momentów, kiedy jest po prostu dobrze, życie płynie spokojnie, panuje cisza -- względna oczywiście, bo wrzask małp i ptactwa oraz dźwięk klaksonów stanowił pewnego rodzaju "indyjską ciszę" :)

Ale tam, wysoko na dachu hostelu, byłam ponad tym całym zgiełkiem budzącego się miasta, rzeka już wyciszyła się po najeździe turystów na wschód słońca, a jeszcze nie zmierzyła się z codziennym gwarem. I tylko stado gołębi zataczało uparcie kręgi dopóki nie dostało swojej porcji ziarna na śniadanie...

To była jedna z tych chwil, dla których warto żyć :)

Zaraz obok tłumu turystów przy głównych ghatach (a także tłumu lokalnych mieszkańców kąpiących się w Gangesie) są miejsca, które o tej samej porze są ciche i spokojne...

Wschód słońca nad Gangesem. Coś co każdy, kto przyjeżdża do Varanasi, musi zobaczyć.

Skutkuje to oczywiście niesamowitą liczbą łodzi z turystami, którzy pragną zobaczyć poranne obrzędy Hindusów. Zresztą... sama też dwa razy wstawałam o 5 rano, żeby zdążyć na "ten moment". No i niestety takiego wschodu z tych pięknych obrazków, których się naoglądałam przed wyjazdem, nie dane mi było zobaczyć. To co widać na tym zdjęciu jest bodajże najefektowniejszym momentem z obu dni...

Ale i tak było warto. Jest to przeżycie z kategorii tych niesamowitych :)

Nocne Varanasi. Jeden z niewielu momentów, gdy naprawdę przydał się GorillaPod -- jeden z tych statywów, który nie jest za ciężki, żeby go nosić ani za lekki, żeby go używać ;-)

Choć cały czas nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zdjęcie, które zrobiłam w tym miejscu telefonem komórkowym jest po prostu lepsze....

Jak wywołać powszechne zainteresowanie wśród miejscowej ludności?

Zejść parę stopni schodami w stronę Gangesu i przyjmować dziwne pozy fotografując motylka na tych schodach siedzącego. Dodatkowo motylka takiego, który za najlepszą miejscówkę wybrał pionową część tych schodów, skutecznie ukrywając się przed oczami obserwatorów. Dorzucając fakt, że z aparatem wyginała się biała kobieta z włosami blond oraz że cała akcja toczyła się w Indiach, mamy całkiem niezłe przedstawienie ;-)

Znudzona pani robi "łódeczki" na świeczki z kwiatkami, które są potem puszczane na Ganges w intencji wszelkiej pomyślności. Trzeba przyznać, że zużycie tych "wianków" nawet na co dzień było tam ogromne.

Wejście do Czerwonego Fortu w Agrze. To tutaj ostatnie lata życia spędził Shah Jahan - budowniczy Taj Mahal, uwięziony tu przez własnego syna. Paradoksalnie z okien fortu rozciąga się piękny widok na Tadż.

Tak naprawdę do standardowym zdjęciem z tego miejsca powinno być morze głów odwiedzających je ludzi, ale zawsze jest tak, że jak poczekasz odpowiednio długo, to trafisz na luźniejszy moment... :)

Powoli robi się wiosna za oknem, a u mnie rozkwitło biurko - rodzina doskonale pamięta o tym, że uwielbiam dostawać kwiaty i moje wczorajsze imieniny były piękne pod tym względem :)

Iść, ciągle iść, w stronę słońca... :)

Zdjęcie powstało podczas jednego z tryliarda postojów na trasie z Leh do Pangong Lake, nasz kierowca miał anielską cierpliwość :D

To jeszcze dziś dam jedno z serii "Wesołe jest życie staruszka" :)